25



nie mogę oddychać

nie mogę przestać myśleć

nie mogę jeść

nie mogę spać

nie wiem co ze sobą zrobić

zakochałam się w Nim po raz drugi. wróciło ze zdwojoną siłą

odwzajemnione.

22

Pokłóciłam się z mamą. Niby nic nowego, ale znów zdałam sobie sprawę jak „niepotrzebna” jestem. Cieszę się, że dzięki rodzicom żyję, pomagali mi często, w szczególności tata. Ale często miałam wrażenie a nawet dosłownie powiedziane jak bardzo przeszkadzam w ich życiu.

W tamtym roku przeprowadziłam się do nich z powrotem od siebie, aby zaoszczędzić na kupno własnego mieszkania. Niestety to bez sensu. Uzbieranie odpowiedniej kwoty to minimum rok, a najlepiej dwa lata. To zdecydowanie za długo.

Mam 26 lat, rozwijam się. Chcąc – niechcąc muszę być samodzielna. Potrzebuję własnego kąta, dlatego znów zamieszczam reakcję na mieszkania socjalne. Kasa może pójdzie w błoto, ale będę wolna i niezależna. Nikomu nie będę przeszkadzać…



Pod wpływem czerwonego wina napisałam do Niego. Tak się bałam. Odpisał normalnie, spytał o to i owo, i tyle. Już więcej nie odpisał, ale przyzwyczaiłam się. Ich mentalnośc jest inna, Inny naród. Ale napisałam, przełamałam się, przypomniałam o sobie po 3 tygodniach. Niech wie, że myślę. Zawsze się boję, że ktoś mnie odrzuci lub że się wygłupię pisząc wiadomości, w sumie bez większego sensu czy z żadnego powodu.

Czy dobrze zrobiłam? Nie wiem. Mam jedno życie.

 

Moja koleżanka z pracy zakochała się w żonatym mężczyźnie z dwójką dzieci (który również z nami pracuje). Wyznała mu to na dłuższej przerwie. Tak, po prostu. Widzę jak on chodzi teraz przygaszony i widzę jak walczy ze sobą. I znam ją – wiem, że nie chce niszczyć jego małżeństwa, ale uczucia rozsadzają ją od środka.

I myślę sobie : ja się boję napisać zwykłą wiadomość a ona prosto w twarz wyznała komuś uczucia. To jest odwaga, chociaż niekoniecznie taktowna. Niemniej jednak holendrzy to dziwna narodowość.

Nie wiem co teraz chociaż marzę o czymś namiętnym pomimo strachu, który przyprawia mnie o ból brzucha. Zbyt długo jestem sama.

 

Niemniej jednak są priorytety – najpierw szkoła, potem mieszkanie, a na końcu…Miłość? (nie…mężczyzna. Po prostu mężczyzna)



Nie wymagam niczego. Jedynie paru chwil bliskości…

 

ja pierdole, co ze mną nie tak?

21

Obiecałam sobie, że już tego nie zrobię. W końcu mam swoje lata i nie uzależniam szczęścia od wagi czy wyglądu.

Jednak lata przez które brnęłam z brakiem akceptacji własnej siebie i własnego ciała odcisnęły piętno. Głęboko.

Dlatego wracam. Dla kogoś, kogo widziałam dwa razy w życiu.

Bo jestem w ciele, w którym być nie chcę, w którym źle się czuję.

To nie ja, ta dawna, zgrabna, gibka, jędrna.

Bo albo teraz, albo nigdy. (to też powtarzałam sobie setki razy)

Bo coraz bliżej 30stki. 

Chcę być w końcu kobietą pewną siebie, pewną swojego wyglądu i swoich wyborów.

Chcę się podobać nie tylko sobie. 

Chcę wrócić do dawnej siebie.

 

62kg. to liczba mojego nieszczęścia.

Pierwszy cel – 60, a potem zobaczymy…

Będę dla niego. Marna motywacja, ale tonący brzytwy się chyta…

20



I to by było na tyle tej romantycznej historii, która nie miała nawet końca.

A czy miała początek?

Pełno niedopowiedzeń, w zasadzie nie wiadomo czy chodziło kiedykolwiek „o coś”. Nie rozumie pewnych zachowań, czynów, słów.

Cóż…teraz nie ma już zainteresowania. A jeśli jest to tak mocno ukryte, że jako osoba, która lubi mieć wszystko czarno na białym, nie będę wnikać czy wyciągać czyichś myśli na wierzch.

Chcesz czegoś? Mów. Nie chcesz czegoś? Też powiedz. Ale nie zostawiaj nigdy sytuacji zawieszonej w powietrzu. Na pozór może być to z początku pociągające, tajemnicze…Po czasie jednak zamienia się to w niezręczną ciszę, obawy, a nawet frustrację.

 

Napisałam kiedyś, że będę na Niego czekać. Pomyliłam się. Nie będę.

Życie jest krótkie a ja nie jestem Julią, która będzie siedzieć na balkonie. Bo mam schody w tej wieży, którymi spokojnie mogę zejść i przejść się po trawie. 

Sama, ale wolna, wykorzystując czas na radość, który zmarnowałabym na czekanie.

 

Boję się w wejść nawet w relację przyjacielską. Nikomu nie daję szansy.

Z góry odnoszę wrażenie, że każdy ma złe zamiary i mnie okłamie.

Z jednej strony to bezpieczne wyjście, z drugiej brak jakichkolwiek persepktyw.

Ale czy to ważne?

Rozwijam się, realizuję. Robię kurs za kursem.



Często odczuwałam w życiu, że idę złą drogą. Miałam poczucie niespełnienia.

Teraz to się zmieniło. Czuję w środku luz. Psychiczny również. Nie ma węzła, który ściskał moje wnętrzności, mój żołądek, serce, gardło, umysł. Czuję, że mogę oddychać.

Akceptacja i samorealizacja to piękna sprawa.

19



W środku strach. Jak zawsze. Bo można kochać od tak, będąc obok, a nie z kimś, prawda?

To bezpieczniejsze. Wolność zachowana, niezależność również. Nie ma kłótni, nie ma oczekiwań. Nie ma bliskości…

 

W pracy się rozwijam. Zdobywam nowe doświadczenia, robię kursy.

Kto wie, tak marząc…może jeszcze w tym roku dostanę awans,

chociaż nie wiem czy jestem na cokolwiek gotowa. Mentalnie przede wszystkim.

 

Życie płynie intensywnie. Tracę momenty. Czasami…

 

18

Alabama Shakers – Gimmie all your love  [klik]

Jak mogę pisać o miłości, skoro jej nie doświadczyłam?

Jak to jest…czuć? A nie myśleć, że się czuje.

Zapominam o zakochaniu, o pragnieniach,

a pojawia się złość.

Czemu jestem na niego zła?

„Nie odbieraj każdego jego słowa czy uśmiechu jako dwuznaczności lub zachęty”.

Rozumiem.

Nie mogę jednak spać po nocach…biję się z myślami, 

kłócę z wyobrażeniami.

To mnie męczy.

Tak to jest gdy masz coś na wyciągnięcie ręki,

widzisz to wyraźnie, czujesz zapach i ciepło,

ale nie możesz dotknąć, zasmakować.

Nikt nie lubi tego uczucia ‚nieposiadania’.

Bo w końcu nawet jako dzieci chcieliśmy mieć jakąś zabawkę, inaczej był płacz.

Jestem sama i sama pozostanę.

Udaję silną i niezależną, bo taka jestem i taka chcę być,

ale nikt nie widzi tych momentów wieczorem,

gdy czasem płaczę i czasem marzę, że

on spojrzy mi w oczy i wyciągnie do mnie rękę.

I w marzeniach nie jestem odrzucana.

Jestem kochana.

Serce ściśnięte. Nie chce czuć, nie chce bić.

Chce być zimne jak lód.

Tyle miesięcy, tyle dni, tyle godzin…

Czy kiedykolwiek…?